Zastanowiło mnie, kiedy najczęściej mówię ‘kocham’, czy ‘ndikufuna’. Gdy sama potrzebuję to usłyszeć. Każdy tak chyba ma, chociaż trudno jest się do tego przyznać. Nawet przed sobą samym.
Wróciłam dziś wcześniej do domu, bo mój Ukochany pisze projekt na uczelnię. Mama niemalże przywitała mnie słowami “Po coś tak wcześnie przyszła?” Zrobiło mi się miło, nie powiem.
Poprawka. Już nie pisze; gra.
Może też pogram, zobaczę. Chciałam dobić do 40. poziomu na wszystkich 70, bo coś miało się zdarzyć. Ale się nie zdarzyło. Nvm.
Dziecko Szelmy okazało się kocurem, a nie kotką. Dziś Nicpoń ma 26 dni i radośnie człapie na słabych łapkach, merdając swym czarnym ogonkiem jak piesek.
Jutro fryzjer, potem farba. Przydałoby się siebie znów polubić.
“W weekend wspaniała pogoda, wyłączając Małopolskę, gdzie może padać i grzmieć.” Nice.
Wytrzymałam bez większego przeziębienia całą zimę, całe przedwiośnie. Zapalenie krtani złapało mnie dopiero w połowie kwietni. I trzymało pół miesiąca.
Tydzień temu robiłam ogólne badania. Wyszło ok. A mam blade usta i kręci mi się w głowie. :] To pewnie pogoda…
Szelma dziś urodziła! Pełny sukces - małe, piszczące, ciepłe coś, błyskawicznie szukające cyca. :) I jeszcze fuksiara, bo jedynaczka, więc cała mama dla Niej. Poród zaczął się po godz. 02:00, Funa urodziła się o godz. 03:17, łożysko- równą
godzinę później. Nie pytajcie mnie, jak wyglądało - mam traumę.
Skąd znam takie szczegóły? Kot władował się na łóżko koło mojej poduszki i chciał rodzić dosłownie na moich rękach. Udało mi się zebrać ręczniki z proponowanych kryjówek, gdzie mogła rodzić i poszłyśmy na kompromis - poród nie na mnie, a przy mnie.
Mała zakleszczyła się, więc musiałam podnieść rodzącą i na całe szczęście maluch się wyślizgnął. Zobaczyłam ciemny, śliski kamień w kształcie kulki. I nagle to małe rozłożyło nogi na cztery strony świata i pokazało, że ma głowę.
Szelma zajęła się lizaniem własnego futerka, więc Funę do sutka podstawiłam z pomocą drugiego dwunoga, bo kocia Mama nie była skora sama. Kompleksowe mycie malucha nastąpiło 45 minut po pojawieniu się go ‘na pokładzie’. I wychodzi na to, że Mama polubiła swoje dziecko, bo układa się tak, aby było mu wygodnie ssać i z czułością myje.
Funa jest czarna z domieszkami białego. Ma czarny łepek, czarny ogonek, białe łapki (w sumie jeszcze różowo - białe), na brzusiu i pod pachami trochę białego. Trudno się ją odróżnia od Mamy. ;)
A ja wolę nie patrzeć w lustro, bo po spaniu jakiś 3 godzin i to na czujce, wyglądam jak bohaterka filmu “Monster”. Ale warto było. :]